Program

2
12
2016
PT
19:00
TAKT DER ARBEIT
Felix Kubin

Felix Kubin
duet perkusyjny Pękala/Kordylasińska/Pękala 
Hubert Zemler

Musik für neue Büromaschinen
Drugs and the Nervous System
Uhren
Martial Arts
Narodziny statku / Geburt eines Schiffes

Felix Kubin, fot. Simone Scardovelli Pękala/Kordylasińska/Pękala, fot. Hubert Zemler Hubert Zemler, fot. Maciej Włodarczyk Wspólny projekt Felixa Kubina, Huberta Zemlera oraz Magdaleny Kordylasińskiej-Pękali i Miłosza Pękali; sięgając po edukacyjne, instruktażowe i propagandowe filmy z lat 60. i 70., powraca do zaginionych brzmień pracy, a za ich sprawą do dyktowanego jeszcze do niedawna przez rewolucję przemysłową rytmu życia. Odliczany przez „ciężkie brzmienia” fabrycznych syren, skupiony na harmonii kolektywu, wystukiwany na maszynach czas bardzo wyraźnie dzielił się na interwały wysiłku, rozrywki i wypoczynku – co doskonale ilustruje choćby wyświetlany podczas koncertu (równolegle z Narodzinami statku Jana Łomnickiego) Hafenrhythmus, którego bohaterowie, robotnicy z niemieckiej stoczni ucinają sobie w przerwach krótkie drzemki. Od dźwięków fabryk po muzykę open space’u (jak w Musik für neue Büromaschinen Rolfa Liebermanna, gdzie cała ścieżka dźwiękowa skomponowana z maszyn biurowych zastąpiona została przez Kubina szelestem komputerowych klawiszy, dzwonkami iPhone’ów, pojawia się tam również charakterystyczna melodyjka towarzysząca otwieraniu Windowsa ’95); od pracy, którą miarowe uderzenia młotów przenoszą w sferę rytuału i poezji, po prozaiczny, bezmyślny wysiłek (Martial arts) i kult wydolności (Drugs and the Nervous System) – Takt Der Arbeit przemierza zmieniające się dźwiękowe pejzaże naszego życia, mierzy jego puls: niegdyś równy, dziś gwałtownie przyspieszony. Poszukujący analogowych brzmień, zanurzony jednak w muzyce współczesnej, konkretnej, w nois’e, w minimalizmie; projekt Kubina samych wykonawców sytuuje po stronie stoczniowców z wyświetlanych za plecami muzyków krótkich metraży. Na naszych oczach bowiem, w pocie czoła wytwarzają muzykę, poszukując tej samej, co robotnicy kolektywnej harmonii, dzierżąc w dłoniach instrumenty-narzędzia. a wszystko to dawnej bazie MPO, kojarzonej nie tylko z ciężką, fizyczną pracą, ale wręcz z brudną robotą.

21:00
Études – HITCHCOCK / KUBRICK / LYNCH
Nicole Lizée

Bartek Wąsik
Emilia Sitarz
Eve Egoyan

Hitchcock Études
Kubrick Études
Lynch Études

Nicole Lizée, fot. Murray Lightburn Bartek Wąsik, fot. Magda Hueckel Emilia Sitarz, fot. Agata Grzybowska Eve Egoyan, fot. Sam Barnes „Tam skąd jesteśmy, ptaki śpiewają cudowną pieśń, a w powietrzu zawsze dźwięczy muzyka” – brzmi to bardzo obiecująco, dopóki nie uświadomimy sobie, że może chodzić o Ptaki Hitchcocka, miejsce, o którym mowa to na przykład hotel Overlook z Lśnienia Kubricka, zaś wypowiadającym powyższe zdanie jest Człowiek Stamtąd, karzeł z lynchowskiego Miasteczka Twin Peaks. Kanadyjska kompozytorka Nicole Lizée wzięła na warsztat dzieła słynnych reżyserów, by dokonując cięć, prując poszczególne sceny, jak szacowną babciną robótkę, zapętlając słowa, gesty i dźwięki, rozciągając, zakłócając, akcentując detale – rozbebeszając je po prostu; dobrać się do ośrodków, które w kinie Lyncha, Hitchcocka, Kubricka odpowiadają za uczucie niepokoju. Sama Lizée zwykła mówić o inspirujących ją w owych filmach „pięknych błędach”, czy raczej „pięknych zakłóceniach” – z jednej strony decydujących o oryginalności Psychozy, Zagubionej autostrady czy Lśnienia ; z drugiej otwierających wykonawcom Etiud furtkę do rozlicznych, niekanonicznych odczytań. Na swój sposób działalność Kanadyjki przypomina tworzenie gifów i memów: jak wówczas, gdy bohaterom Miasteczka Twin Peaks zakrapla do oczu sztuczne łzy, zmieniając emocjonalną wymowę sceny czy każąc Tippi Hedren bez końca wciągać i wydmuchiwać papierosowy dym, podczas gdy w tle słyszymy niepokojące, powtarzane bez końca „la la”, które wycięte z dziecięcej piosenki zamienia się groźne zaklęcie. Przerażająca symetria kubrickowskich wizji, lynchowska psychodelia, czy hitchcockowska chłodna precyzja stanowią dla pianistów (którzy są tu także po trochu detektywami i psychoanalitykami) – Emilii Sitarz, Evy Egoyan, Bartłomieja Wąsika, punkt wyjścia do fascynujących eksperymentów. Do badania natury „pięknych zakłóceń” na styku filmowych i muzycznych etiud, do odkrywania nieludzkiego i głęboko ludzkiego zarazem charakteru „zaburzenia”. Zaproponowane przez Nicole Lizée widowisko przyprawia o gęsią skórkę, inspiruje, zaskakuje. Przyjdź więc i – jak by tu ujęły blade bliźniaczki z Lśnienia – „Pobaw się z nami”.

3
12
2016
SB
19:00
MEASURES & FRAMES

Royal String Quartet
Animacje: David Lynch, Agnès Varda

Marek Żebrowski Music for David
Joanna Bruzdowicz Kwartet smyczkowy nr 1 „La Vita”
Wojtek Blecharz Liminal Studies

Royal String Quartet, fot. Magda Hueckel W Measures & Frames muzyka w równym stopniu opowiada film, co film muzykę: jedno uważnie przegląda się w drugim tworząc w efekcie zupełnie nowy język. Oddając w ręce kompozytora Marka Żebrowskiego surrealistyczną animację Pożar, David Lynch nie zdradził swoich artystycznych intencji, był jednak zachwycony sposobem, w jaki Żebrowski (z którym zna się i koncertuje już od dłuższego czasu) przełożył historyjkę o człowieku – czy może raczej szkielecie – z zapałkami na dźwięki. Już sam tytuł: Music for David sugeruje, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju intymnego listu, a nie zwykłą muzyczną ilustracją. w wypadku Bez dachu i praw Agnès Vardy było jeszcze inaczej: to francuska nowofalowa reżyserka poszukując idealnej ścieżki dźwiękowej dla swojego wstrząsającego paradokumentalnego filmu o bezdomnej, trafiła na utwór La Vita Joanny Bruzdowicz, po czym odszukała mieszkającą w Belgii polską kompozytorkę. Od tamtej pory stale ze sobą współpracują. Medium, a właściwie trzecim partnerem w owym dialogu urzeczonych sobą nawzajem artystów (wszak chodzi tu o artystyczne spotkania na szczycie) jest jeden z najlepszych polskich kwartetów smyczkowych, Royal String Quartet. Za sprawą domykających Measures & Frames Liminal Studies, kompozycji Wojciecha Blecharza, występ RSQ więcej ma wspólnego z teatrem, niż z klasycznym koncertem. Intrygujący muzyczno-performerski eksperyment Blecharza każe czwórce artystów zmieniać przestrzenie, grać role, używać instrumentów w nietypowy sposób, po to także by wydobywać z nich nieoczywiste dźwięki. Altówka, skrzypce, wiolonczela są tutaj, jak ludzie, którzy nagle stracili głos, albo nie mogą zaczerpnąć oddechu. Tym próbom ekspresji towarzyszą wyświetlane nad sceną fale oceanu. Ze stoickim spokojem przyglądają się zmaganiom instrumentów i ludzi. Bo nie zawsze to my patrzymy na filmy, czasem i one patrzą na nas.

21:00
INDUSTRIAL SYMPHONY NO. 1
(na podstawie filmu Davida Lyncha)
Angelo Badalamenti

Artur Rojek
Kwadrofonik

Artur Rojek, fot. Jacek Poremba Kwadrofonik, fot. Magda Hueckel Świat po końcu miłości to świat po końcu świata, nie dziwi więc apokaliptyczna, dystopijna sceneria, w jakiej porzucona kobieta opowiada o swoim cierpieniu. Teksty melancholijnych kołysanek wyśpiewywanych hipnotycznym głosem Julee Cruise napisał sam David Lynch, a ścieżkę dźwiękową owej podróż przez dzikość serca rozpisanej na kilkoro aktorów, metalowe rusztowanie, wrak auta, szpitalne łóżka i penetrowaną przez reflektory ciemność; skomponował oczywiście Angelo Badalamenti. Musical Lyncha i Badalamentiego powstał na zamówienie nowojorskiej Brooklyn Academy of Music (wykonano go dwukrotnie podczas New Wave Festival w 1990 roku) i ma wszelkie cechy ówczesnej twórczości mistrza kina: Laura Dern i Nicolas Cage w rolach „Kobiety o złamanym sercu” i „Łamacza serc” to przecież kochankowie z Dzikości serca. Przedrzeźniający ich rozmowę Michael J. Anderson wywołuje z kolei na scenie ducha „Człowieka stamtąd”: upiornego karła z Miasteczka Twin Peaks Nad nimi wszystkimi unosi się, niczym duch albo smutny anioł Julee Cruise – ta sama, której głos współtworzył jedyną w swoim rodzaju aurę ponurej baśni, w jakiej zanurzony jest serial Lyncha. Symfonia przemysłowa nr. 1 brzmi podobnie, także dlatego, że kompozytor wykorzystał większość instrumentów, jakie słyszeliśmy na ścieżce dźwiękowej Miasteczka.... Kwadrofonik, który muzykę Badalamentiego wykonuje do filmu na żywo, pozostaje w wykreowanym przez niego nastroju, tyle tylko, że przepisuje go na charakterystyczne dla siebie instrumenty: fortepian, perkusję, marimbę, czy syntezatory. Jeszcze bardziej może was zaskoczyć głos Artura Rojka zastępującego w partiach wokalnych Julee Cruise. Ale czy można wyobrazić sobie lepszy wybór, jeśli chcemy pozostać w aurze niedopowiedzeń i poczuć na plecach dreszcz melancholii? Sam David Lynch mówił, że Symfonia... to nic innego, jak rozciągnięta w czasie emocja, zatrzymany na dłużej nastrój pewnej chwili. Poddaj się jej. Krocz za nią.